3 lutego 2016

Dlaczego uczniowie nie lubią wychowania fizycznego?

    Większość z nas na pewno ma przeróżne wspomnienia dotyczące zajęć wychowania fizycznego. Jedni lubią ten przedmiot, inni nienawidzą, ale faktem jest, że fala zwolnień w W-Fu jest wysoka, a im "wyższa" szkoła tym gorzej. W przeciwieństwie do matematyki, na temat której napisałam podobny artykuł LINK to muszę się przyznać, iż jestem po stronie tych, co nie lubią tejże lekcji, więc spora część argumentów będzie mi bliska.
    Przeczytałam kilka artykułów na ten temat, ale też zapytałam się o opinię zwykłych uczniów, bo to w sumie najważniejsze i na pytanie "Dlaczego uczniowie nie lubią wychowania fizycznego?" otrzymałam następujące odpowiedzi:
1. Przynoszenie stroju.
    Dla wielu uczniów jest to spory kłopot, bo mimo, że taki strój może ważyć mało to zajmuje sporo miejsca, a w większości szkół (w tym w mojej) nie ma szafek czy swobodnego dostępu do szatni, gdzie można by zostawić stój i wziąć go, kiedy jest potrzebny. Są jeszcze przecież zmienne buty - te to potrafią ważyć. Noszenie tego wszystkiego jest wyjątkowo upierdliwe, a jeszcze w gimnazjach czy liceach są osoby, które dojeżdżają do szkoły nawet pociągami. Tłuc się ze strojem na wf przez całe miasto nie jest zbyt fajne, dodatkowo jak czasami się zdarzy, że nosisz ten worek na darmo, bo akurat nauczycielce się zachciało zrobić sobie pogadankę o higienie...

2. Małe szatnie lub sale.
    To mój osobisty zarzut. W mojej szkole są naprawdę małe przebieralnie na wf. Zdarza się nawet, że dziewczyny są zmuszone przebierać się pod prysznicem lub w toalecie, bo nie ma nigdzie miejsca!
    A czytając wypowiedzi uczniów natrafiłam na takich, co ćwiczą na szkolnych korytarzach!

3. Rozkład zajęć na planie.
    W większości szkół nie da się zrobić tak, aby te zajęcia były w każdej klasie na ostatniej lekcji, a kiedy są w środku lub na początku bywa dość nieprzyjemnie poczynając od zmęczenia, które nie pozwala się skupić na późniejszych zajęciach, kończywszy na uczuciu dyskomfortu, bo nie ma jak się odświeżyć po wysiłku. Nawet jeżeli są prysznice to nie ma czasu z nich skorzystać oraz miejsca gdzie można by zostawić rzeczy takie jak np. ręcznik (chyba, że ktoś ma ochotę to targać). Długa przerwa trwa w mojej szkole 20 minut, a w domu taki szybki prysznic średnio zajmuje właśnie tyle... Ok. dalej rozwodzić się nie będę, wszyscy wiemy o co chodzi. Jedyne co pozostaje to dezodorant i jego połączenie z zapachem potu :)
4. "3 godziny robiłam te paznokcie i nie pozwolę, by piłka mi je zniszczyła"
    Ja akurat nie mam tego problemu, ale od kiedy chodzę do szkoły ponadgimnazjalnej, często słyszę coś podobnego.
5. Nie mam pary, jestem wybierana ostatnia.
    To prześladowało mnie nie raz. Nigdy nie byłam specjalnie wysportowana, a jako dziecko prawdopodobnie przez chorobę, miałam dość słabą kondycję i jeszcze niedowagę. Więc do teraz się to za mną ciągnie. A wiadomo nikt nie chce takiego chucherka brać do pary czy do gry, także zdarzało się ćwiczenie ze ścianą lub z nauczycielem (to ja już wolę ścianę ;), a zostać wybranym jako ostatnia jest po prostu poniżające i bywa tak i teraz oprócz sytuacji, w których nauczyciel dobiera drużyny, a nie uczniowie, ale tak nie jest zawsze.
    Jestem też okularnikiem, wszyscy wiedzą, że piłkę jestem w stanie zobaczyć właściwie w ostatnim momencie. Nosiłabym okulary, ale boję się, że się połamią, a wtedy mam wyjęty co najmniej tydzień szkolny życia, bo będę musiała czekać na nowe, a bez szkieł nie jestem w stanie przeczytać tego co jest na tablicy często nawet z pierwszej ławki.

6. Ten wzrok jak przez ciebie drużyna straci punkt lub przegra.
    Niewiele można do tego dodać, oprócz sytuacji, gdzie większość nieudanych akcji zostaje zwalona na ciebie np. bo miałaś odbić (siatkówka) - sorry, ale przez ostatnich kilka razy kiedy piłka była ewidentnie moja i się wcinałeś to było dobrze, a jak ci się nie udało to zwal winę na mnie oczywiście!

7. Brak urozmaiconych zajęć.
    Na chwilę obecną moje lekcje nie są jakieś bardzo wyrafinowane. Duża sala - siatka, rzadziej kosz i zwykle przychodzą do nas chłopcy. Mała sala - aerobik czy jakieś inne podobne ćwiczenia, a na siłowni właściwie nic szczególnego, szkoda bo przecież istnieje wiele ciekawych form aktywności. Ja na przykład kiepsko się czuję w grach zespołowych, ale właściwie tylko w takie gramy. Kiedyś lubiłam badmintona, lecz nie miałam za bardzo z kim grać. W zeszłym roku sama znalazłam fajną formę aktywności dla siebie, czyli jazdę na rolkach. Taka monotonia i to jeszcze sportów, które nie za bardzo lubimy potrafi obrzydzić w ogóle jakąkolwiek aktywność, a potem ludzie się dziwią, że dzieciaki wolą siedzieć przed komputerem. Robią tak, bo nie znają innych sportów, nauczyciele pokazują im góra 4 dyscypliny i koniec.

8. Połączenie chłopców i dziewczyn.
    Nawet na poziomie podstawówki, chłopcy w zasadzie potrafią mocniej przywalić w piłkę niż dziewczyny. Ja u siebie w szkole nie miałabym nic przeciwko takim połączeniom, bo lubię chłopców z mojej klasy, ale uważam, że takie łączenia to kiepski pomysł. Nie bez powodu na takich wielkich mistrzostwach jest podział na kobiety i mężczyzn, wystarczy zerknąć na tą samą dyscyplinę w wykonaniu dwóch różnych płci. Nie oszukujmy się, że fizycznie wiele nas różni. Grając z chłopcami mam wrażenie, że grają tylko oni ewentualnie dodając jakieś dwie lepsze dziewczyny. Ostatnio nawet zostałam poturbowana, bo nadzwyczaj wysoki kolega mnie po prostu nie zauważył. O kontuzje w moim wykonaniu jest ogólnie bardzo łatwo. Do dziś mam na kolanie siniaka, którego nabiłam sobie rok prawie rok temu!

9. Miesiączka nie jest usprawiedliwieniem.
    Rozumiem, że to nie choroba, ale jest to dla dziewczyn uciążliwy czas, a wielu nauczycieli nie
przyjmuje "takiego gadania". Jeśli już okres jest w jakiś sposób uznawany to wiąże się to np. z powiedzeniem tego na głos (miałam tak w gimnazjum), a u mnie w szkole jest jeszcze śmieszniej, bo musisz się najpierw przebrać, potem podejść do nauczycielki i ją o tym fakcie poinformować, co jest dla mnie głupotą.

10. Nauczyciel "macie piłkę i się bawcie".
    Niestety czasy się trochę zmieniły. Jak w podstawówce (w moim przypadku) coś takiego dawało dzieciakom radochę tak teraz jest to olewanie lekcji, bo nie wiadomo co z tą piłką zrobić. Doba komputerów sprawiła, że najmłodsi po szkole nie idą na podwórko, ale siadają do gier elektronicznych, wiec skąd dzieci mają wiedzieć co robić?

A na koniec filmik z bardziej męskiej perspektywy :)



Co sądzicie o dzisiejszym poście dodatkowym? Podobają wam się tego typu posty? Lubicie zajęcia z wychowania fizycznego, czy podobnie jak ja nie przepadacie za nimi zbytnio? Czy odpowiedzi uczniów (oraz moje) są wam bliskie?
Piszcie w komentarzach. 
Jeśli blog się podoba zaobserwuj, by być na bieżąco. Zapraszam też na funpage bloga. A jeśli podobał ci się tylko ten post lub inny pojedynczy pokaż mi to dając +1.
Pozdro.
~Noyn

PS: W planach mam podobny post o języku polskim i językach obcych. Dajcie znać czy chcecie abym kontynuowała tą serię :)

Źródła (obrazki):
http://bezuzyteczna.pl/static/content/14c700d7b913fa0102039dc57.jpg
http://demotywatory.pl//uploads/201101/1295093513_by_Rotwik94_600.jpg
http://pl.memgenerator.pl/mem-image/dlaczego-batman-ma-5-z-wf-u-bo-zawsze-nosi-stroj-pl-ffffff
http://3.bp.blogspot.com/-wF-KJhzJRcE/UpssufUD4fI/AAAAAAAAAP8/G-2pdJ0hP8g/s1600/1312672300_by_arqnet_600.jpg

31 komentarzy:

  1. Zgadzam sie w 100%, nic dodc nic ujac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie coś by się znalazło :)
      Pozdro.

      Usuń
  2. Ja nie przepadam za wf. Nie ciągnię mnie do niego i tyle. O ile jakiś czas temu jeszcze nawet lubiłam sobie poćwiczyć tą jedną godzinę dziennie to teraz jest to dla mnie strata czasu.
    Salę mamy małą. Ale jak się połączy klasy i podzieli na parę składów to pójdzie w coś pograć. Zajęcia są w miarę urozmaicone, bo jak się chce to można wszystko. Do łączenie dziewczyn i chłopaków nic nie mam. Ale tylko w mniejszych szkołach (np. u mnie), gdzie 4 chłopaków mogłoby sobie najwyżej w ping-ponga pograć. U nas dajemy radę łączeni. Wnioski? Nasi chłopcy są strasznie poobijani :(
    Wyroków i wybierania nie cierpię. Widać wtedy ten podział na lepszych i gorszych. Ale jest jedna rzecz, która mnie do wf zniechęca- oceny. Bo wiele osób nie jest w stanie osiągnąć tego wyniku potrzebnego do 5 czy w moim przypadku 4. Według mnie, powinno być tak, że jeśli nie starasz się na wf/nie nosisz stroju itd. to obniżają ci ocenę z zachowania.
    Sprawa strojów to inna bajka. U mnie są przebieralnie, ale nie korzystam z nich tylko przebieram się w toaletach. Szybciej jest. Strój noszę w plecaku. Trampki zostawiam w szatni.
    Takie posty przyjemnie się czyta, więc nie mam nic przeciwko kontynuacji.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od sytuacji.
      Wyrokowanie to jedno z najgorszych rzeczy na WF. Jestem za stara by brać to do siebie - wiem, że jestem kiepska w sporcie i to nie oznacza, że ogólnie jestem gorsza od kogokolwiek, ale w podstawówce miewałam nawet przez to kompleksy.
      Z ocenianiem to teraz mam w miarę sprawiedliwy system ocen na podstawie frekwencji, a nie jakiś zaliczeń, chociaż miałam tak w gimnazjum i wiem, że to nie jest za miłe.
      W gimnazjum jeszcze dało się przeżyć, bo szkoła ufała uczniom i szatnia (ogólna na kurtki) była otwarta dla wszystkich. Można tam było zostawić co się chciało w tym strój na WF, ale teraz w szkole średniej szatnia jest tylko na kurtki oraz jest zamykana, więc muszę to wszystko targać ze sobą.
      Dziękuję za opinię.
      Pozdro.

      Usuń
    2. I jak tu się nie dziwić, że uczniowie załatwiają zwolnienia? Sama bym sobie załatwiła, gdybym miała odwagę zrzucić wszystko na wzrok... Zresztą teraz nie da się zwalniać, co dla mnie też jest częściowo głupotą...

      Usuń
    3. Ja chyba nigdy nie fałszowałam zwolnień od rodziców, bo źle się z tym czułam, ale wiele dziewczyn tak robi jak im się nie chce ćwiczyć lub nie czują się po prostu na siłach do biegania za piłką, są różne sytuacje. Nie zrzucam wszystkiego na wzrok, chucherkiem, które nie potrafi odbić piłki byłam od podstawówki, teraz trochę nabrałam ciała, ale nadal jestem ciamajdą :)

      Usuń
  3. Uśmiałam się gdy w mojej szkole obwieścili, że nawet ze zwolnieniem muszę ćwiczyć w trakcie okresu. To bardzo śmieszne zwłaszcza, że z musze brać leki przeciwbólowe a trucht na autobus wywołuje u mnie w tym czasie wymioty więc jestem wożona do szkoły. Ciekawe jak ja mam ćwiczyć.
    http://nekoworlds.blogspot.com/#_=_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też takie właśnie dziewczyny, które przeżywają okres bardzo boleśnie, ale to przecież nauczyciel wie lepiej jaką masz granicę...
      Pozdro.

      Usuń
  4. Ja w-f nie lubiłam głównie przez to że za każdym razem była tylko i wyłącznie siatkówka. Od 5 klasy podstawówki do 4 technikum, może 20 razy zdarzyło się coś innego niż siatka. A ja niska jestem (154) więc trochę kłopot był gdy siatka była na wysokości powyżej 2 metrów. Na nic nie zdały się prośby żeby coś innego dać. Głównie przez to że 3 osoby chciały coś innego a 10 siatkę. Więc zero sprawiedliwości.
    http://www.swiatrico.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gimnazjum miałam tam jeszcze jakieś urozmaicone w miarę zajęcia, ale nie znosiłam tego drylu wojskowego mojej nauczycielki i ogólnie atmosfery: nauczyciel jest najważniejszy i najlepszy, jego słowo jest święte. Za to w technikum podobnie mam zazwyczaj siatkówkę jeśli jesteśmy na dużej sali. Nie mam nic przeciwko samej grze, ale z moją wadą wzroku to naprawdę piłkę widzę w ostatniej chwili.
      Pozdro.

      Usuń
  5. Ja na przykład się z Tobą absolutnie nie zgadzam, ale to tylko moje zdanie ;)
    Kocham wf i nie umiem bez niego żyć, nawet wtedy, gdy coś mi w ogóle nie wychodzi mimo wielu prób i starań. Jeśli chodzi o ćiwczenie w grupie, tzn chłopcy i dziewczyny razem - to dla mnie jest to największy plus lekcji...,a czasem nawet wybawienie na wf-ie .
    Nie lubię grać zwłaszcza w gry zespołowe z samymi dziewczynami bo im zwyczajnie się nie chce i wolą siedzieć i robić z siebie głupie, śmiejąc się z tego, jak ktos gra :D (oczywiście nie mam na myśli obrażenia tu kogos ;) )
    Natomiast, jeśli chodzi o okres i ogólnie zwolnienia "chorobowe", to nie ma u mnie w szole z tym żadnego problemu. Każdy nauczyciel, nawet pan od wf-u rozumie, że dziewczyny miewają takie "dolegliwości" i to jest normalna fizjologia człowieka, stąd też normalnie godzą się na zwolnienia...oczywiście nie trzy czy więcej razy w miesiącu, przeważnie raz dwa razy na miesiąc jest to dopuszczalne (mamy dużo lekcji wf) .
    Także, jak widać...każdy ma inne upodobania.
    Ja kocham sport i wszystko co z nim związane mimo, iż jeszcze wiele rzeczy muszę się nauczyć.
    To tylko moje zdanie, macie prawo się z nim nie zgodzić ;**
    Pozdrawiam ;)
    absolvedreams.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo mieś swoje zdanie, chociaż tu nie chodzi czy się ze mną zgadzasz, bo przedstawiłam tutaj tylko moim zdaniem najczęściej udzielane odpowiedzi przez uczniów, którzy nie lubią WF, a jako że ja także go nie lubię mogłam te odpowiedzi skomentować o swoje doświadczenia.
      Z chłopcami źle, bez nich też. Znając życie bez chłopców np. podczas gry w siatkę nasza gra polegałaby na walce na serwy, ale z drugiej stroni potrafią być oni wkurzający.
      Widocznie dobrze trafiłaś z nauczycielami, ja mogłam się miesiączką usprawiedliwiać w podstawówce (a raczej w ostatnim jej miesiącu, bo chyba jakoś tak dostałam :)
      Do sportu jako takiego nic nie mam, ale wf po prostu nie lubię, a dlaczego to już wiesz. O wiele bardziej wolę się wybrać z koleżanką na rolki, to też sport, ale pozbawiony tego wszystkiego czego nie lubię w zajęciach WF.
      Pozdro.

      Usuń
  6. wiesz też kiepsko jest jak np. nie umiesz grać, nie lubisz sportu a tutaj każą ci robić coś w tym jesteś kompletną nogą, przy okazji dokładnie jak piszesz zajęcia w środku bez prysznica to mało przyjemne.

    http://okiemlesbijki.blogspot.com/2016/02/mam-prawo-byc-kobieta.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta otoczka przymusu jest ogólnie nieprzyjemna. Czasem to mobilizuje, ale zazwyczaj sprawia to, że robimy rzeczy na odwal się.
      Pozdro.

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w zdecydowanej większości, jednak przyznam się, że do najchudszych i najbardziej wysportowanych osób nie należę. I z tego powodu moja frekwencja na lekcjach WF-u wynosi 100%. Pomimo tego, że dobrze mi idzie tylko w niektórych sportach (jestem jedną z najlepszych osób w klasie jeśli chodzi o pływanie, czy ping-pong) i w większości jestem słaby, staram się ćwiczyć zawsze, bo wiem, że wyjdzie mi to tylko na dobre, no chyba, że coś sobie złamię ;] Owszem, przeszkadza mi rozkład zajęć, czy to uczucie winy kiedy przez ciebie drużyna straci piłkę (najczęściej to się przytrafia w siatkówce), jednak uważam, że warto to zdzierżyć. Poza tym wydaje mi się, że lekcje WF-u w mojej szkole są dosyć urozmaicone - ping-pong, basen, łyżwy, piłka nożna, koszykówka, siatkówka, badminton (od czasu do czasu), dziewczyny nawet mają czasem rolki... Chyba nie jest tak źle :p Pozdrawiam.
    PS. Czekam na post o moich dwóch ulubionych przedmiotach - języku polskim i językach obcych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zrywam z wf kiedy tylko można, bo właśnie nie mam takiego myślenia jak ty. Zazwyczaj myślę wręcz odwrotnie i boję się, że się połamię, a przez ostatnich 5 lat moje kontuzje miały miejsce na WF-e. Nawet jak się uczyłam jeździć na rolkach nie poobijałam się tak jak w szkole.
      Może nie chodzi o uczucie winy, bo nie czuję się winna, ale bardziej o ten oskarżycielski wzrok - to potrafi obniżyć samoocenę, która w moim przypadku jest jak wahadło i taka drobnostka czasem niszczy mi dzień.
      U mnie czasami starano się coś zrobić, ale większość nie wypaliła. Też chciałabym np. chodzić na basen, mamy go niedaleko szkoły, lecz jakiś tam był problem (już nie pamiętam jak to tłumaczyli) i wyszły nici.
      Pozdro.

      Usuń
  8. Bardzo mi się podoba ta seria i zaraz przechodzę do drugiego posta (do którego linka dałaś na początku). Ja również nienawidziłam w-fu i wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że to było właściwe. Nawet studenci w-fu nie reprezentują sobą niczego - jak można nie stawić się na praktykę, której nawet nie musieli sami sobie załatwiać?! Wszystko podane na tacę, wystarczyło przyjść. W dziekanacie też ostatnio pani opowiadała, jacy to studenci w-fu niewychowani, wykładowcy również się na nich żalą. Niestety, muszą przychodzić czasem na nasz wydział na różne zajęcia, a potem zastajemy jakieś pomazane ławki itp. No i teraz taki student kończy naukę i idzie do szkoły - jak on te lekcje przeprowadzi? Co tym dzieciom przekaże? Jaki będzie jego wpływ na uczniów? Skoro na uczelni wszystko olewa i ciężko jest mu nauczyć się na np. egzamin z psychologii (banał!), to czego się spodziewać po nim w pracy? Większość w-f'istów cierpi na brak empatii i zrozumienia w stosunku do uczniów, nieumiejętność dopasowywania metod prowadzenia lekcji, itd. Wystarczyłoby jednak ruszyć głową i przygotować jakieś ciekawe zajęcia dopasowane pod zainteresowania uczniów, a już by frekwencja była idealna. No ale po co się męczyć, nie? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Moi nauczyciele obecnie nie są najgorsi, chociaż kilka rzeczy mogliby zmienić.
      Nie każdemu dogodzisz, ale faktycznie jakby się niektórzy pofatygowali mogliby zrobić fajne zajęcia i nikt by nie narzekał na noszenie stroju czy warunki w szatni tak jak to było np. u mnie w podstawówce wstydem było nie ćwiczyć, nawet jak czasami coś się zepsuło grając to się grało, bo była fajna atmosfera, chociaż graliśmy właściwie ciągle w to samo.
      Pozdro.

      Usuń
  9. Jeśli o mnie chodzi, "spartańskie warunki" to etykieta współczesnej szkoły. Z jednej strony przygotowuje to do życia, w którym nie zawsze będziemy spać w puchowej pościeli i jeść na śniadanie kawior, z drugiej jednak, najzwyczajniej denerwuje. No ale szkoła na ogół denerwuje, bo nawet jak nie ma się wfu, to książki obowiązkowe ważą kilka do kilkunastu kilogramów. Kolejną sprawą jest to, że WF ogranicza do 3 dyscyplin piłkowych i gier drużynowych. Jestem świetnym sportowcem, ale odkryłem to dopiero w późnym liceum, gdy zapisałem się na sztuki walki. Piłka po prostu mi nie leży i pewnie jest milion innych osób, które też są świetne w swoich dyscyplinach, a były zmuszane do paplania się w gównie siatko-piłkonożno-koszykówki.

    WF to bardzo ważne zajęcia. Po prostu są prowadzone nieumiejętnie, przez co uczniowie nie wyciągają z nich tego co należy i - podobnie jak w przypadku matematyki i wielu podobnych - najzwyczajniej zniechęcają się do przedmiotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No moim zdaniem szkoła powinna jakieś tam warunki mieć, te publiczne to przynajmniej takie standardowe.
      Teraz akurat nie mam większego problemu z kilogramowymi plecakami, ale wcześniej faktycznie dało się zbzikować. Bardzo fajnie tą sprawę rozwiązano w moim gimnazjum (ale oczywiście było to na mój ostatni rok) czyli szkoła kupowała podręczniki jako wyposażenie klasy jeden na ławkę i właściwie tylko ćwiczenia do szkoły musieliśmy nosić. Oczywiście trzeba było też kupować własne do domu żeby się z nich uczyć czy zrobić zadanie domowe.
      Ja raczej do sportu się nie nadaję, mimo że lubię gry komputerowe to e-sportowcem też bym za dobrym nie była, jeśli już zdarza mi się jakaś aktywność fizyczna poza szkołą to dłuższe spacery, a ostatnio właśnie rolki gdzie się mogę powygłupiać z koleżanką.
      Podsumowanie jak najbardziej słuszne. Pewne czynniki potrafią zniechęcić nas do zajęć, które w innych warunkach mogłyby się dla nas okazać atrakcyjne.
      Pozdro.

      Usuń
  10. Ja i WF ? Dobry żart :)
    Tak właściwie to obok matmy przedmiot którego nienawidzę. Mam typowo wysportowaną klasę, większość dziewczyn jeździ na zawody a ja jestem straszną niezdarą, potykam się na własnych nogach, solę herbatę itp .
    U nas WF nie jest zbytnio urozmaicony, czasem jeszcze chodzimy z kijkami, czego naprawdę nie lubię.
    Sama też jeżdżę na rolkach jednak u mnie nie ma za bardzo gdzie, bo trudno o miejsce gdzie nie rozpaćka Cię samochód i wolę zdecydowanie to i łyżwy niż siatkę i kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezdarą jestem podobnie jak ty (chociaż posolić herbatę jeszcze mi się nie zdarzyło :), ale w mojej klasie typowo wysportowane są może 2-3 dziewczyny, reszta ucieka jak może, tak jak ja.
      Z kijkami też kiedyś wychodziłyśmy, lepsze niż ciągła siatka, ale nic porywającego. Do dziś pamiętam jak chodziłyśmy w parku i lekko podchmieleni chłopcy siedzący na ławce zapytali "Gdzie zgubiłyście narty?" :)
      U mnie jest niedaleko spore boisko gdzie można sobie pojeździć, ale lepiej nie widzieć jak radzę sobie na chodniku.
      Pozdro.

      Usuń
  11. Osobiście nie lubię ćwiczyć w szkole, lecz we własnym zakresie :). Najgorsze jest to, że nauczyciele nie potrafią się liczyć ze zdaniem ucznia, a skoro należę do zawodówki, to tymbardziej, pomimo tego, że jesteśmy w przedziale wiekowym 17-20 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciele mają tendencje do wywyższania się nad uczniami, czasami stosując zasadę "dzieci i ryby głosu nie mają". Nie wszyscy, ale część tak ma.
      Pozdro.

      Usuń
  12. Hejka przeczytałem do końca bo nie powiem ciekawie to napisałaś. Ok ja uwielbiam w-f ponieważ mamy takiego fajnego i przystojnego nauczyciela... XDDD nie no jest spoko i on umie troszeczkę nas ogarnąć i urozmaicić w-f. Sale mamy malutką to fakt prawie każde wyższe uderzenie piłką w siatkę kończy się ,,sufit'' i tak prawie cały czas ale da się to przezwyciężyć. U mnie nie ma prysznicy :O ale to dobrze bo nawet bym z nich nie skorzystał w 20minut ??? Ja nienawidzę przebierać się na wf MASAKRA przebieramy się w toaletach mamy dwie męskie i ja zawszę uciekam tam gdzie nikogo z mojej klasy nie ma... Boszz raz się przebierałem i masakra nie chcesz wiedzieć co oni robią... (nie nie to co myślisz ;p) Ja się boję w liceum przebierać na w-f bo widziałem w wielu filmach że przebiera się po prostu w szatni masakra... Bosz miałem taką nauczycielkę od w-f w 4 klasie tą - macie piłkę i grajcie. Babka tylko darła się że uszy pękały i nic pozatym ;)

    pozdrawiam ciepłooo
    http://tutajjestem-lekkomyslny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok. oficjalnie pogubiłam się w twojej wypowiedzi :)
      Nie wiem czemu, ale chłopcy nie mają tak wielkich oporów do ćwiczeń niż dziewczyny. A filmy to nie życie. Co prawda chodzę do technikum, ale moja szkoła nie przypomina żadnej z amerykańskich filmów czy polskiego serialu "szkoła".
      Pozdro.

      Usuń
  13. Lubiłam i nadal lubię wf.Jestem w ostatniej klasie liceum.W grupie jest 20(dziewczyny z 2 klas)a na lekcjach zawsze jestem sama.Reszta w tym czasie albo wychodzi na papierosa albo jeżdżą do sąsiedniej miejscowości do McDonalda.Kończy się zawsze tak,że rzucam piłką do kosza samotnie przez 45 minut.A nauczyciela mam wspaniałego.

    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie miałam takiej sytuacji. Chociaż już wolałabym sama sobie porzucać do kosza, niż grać z chłopakami, którzy jak się rozpędzą to lepiej nie wchodzić im w drogę. Ostatnio się odważyłam to kolega mnie poturbował :)
      Pozdro.

      Usuń
  14. Mam 15 lat. Ostatnio miałam wypadek na wfie... W efekcie wylądowałam w szpitalu. Mam skręcony kręgosłup szyjny, zniesioną lordozę, niestabilność kręgów. Teraz siedzę i nie mogę ruszać głową, bo: po pierwsze kołnierz, po drugie to niebezpieczne i może pogorszyć stan mojego "rusztowania". Funkcjonuję tylko dzięki ketonalowi forte. Jak to powiedział chirurg dziecięcy - "Sport zabija". Nie polecam zajęć z wychowania fizycznego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że te zajęcia nie są potrzebne, ale faktycznie są źle prowadzone. Nauczyciele nie rozumieją stylu życia dzisiejszych nastolatków i często dają nam do wykonania ćwiczenia, które mogą coś nadwyrężyć. A jeśli ćwiczenia są dostosowane do tego, że większość nastolatków ma niewiele ruchu poza szkołą to często nie pokazują oni też w jaki sposób poprawnie wykonywać pewne ćwiczenia. Mnie np. dopiero rok temu znajoma pokazała jak prawidłowo robić przysiady i brzuszki tak aby nie obciążać kręgosłupa. Sama też miałam kilka kontuzji, choć nie tak dużych jak ty.
      Naprawdę bardzo mi przykro z powodu tego co ci się stało. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia :)
      Metody nauczania powinny iść razem z duchem czasu.
      Pozdro.

      Usuń